<title_newspaper=Trybuna Ludu> 
<title_article=O podhalaskich koniarzach i spdzielcach z Moszczanicy> 
<author_1=Jacek Bocheski>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year="1953">
<month="6">
<date=1953-06-23>
<period=d>
<status=1_obieg>
<support=paper>
W ziemi ywieckiej panuje klimat surowy. Jak w grach  powiadaj ludzie. Do maja, a czasem i duej srebrzy si nieg na lesistych szczytach, za dnia ostro pali grskie soce, lecz noce s mrone, niewdziczne dla rolnikw. Trudno wyy z gospodarki. W Moszczanicy  to jeszcze niele! Rodzi si tu nawet pszenica, rodz si buraki, ale gdzie indziej przyroda nieuyta, nieustpliwa, czowiek wiele z niej nie ma i zbiera tylko owies.
Od lat chodz grale po wzgrzach, drogami biegncymi wysoko ponad ywieckie do liny. Bo tak si tu wanie chodzi. W gr, w d, znowu w gr. A z gry wida cay krajobraz, jak na doni. Od lat chopi ywieccy ogldaj ten krajobraz i maj niewesoe myli.
Ziemia na stokach wystawionych do soca pocita jest jak krata. Tu kilka zielonych zagonw, wdzie kilka zotych. Z roku na rok wicej tych patw, ale ziemi przecie nie przybywa: tylko plka mniejsze. Ojciec dzieli, synowie dzielili, czy i wnukowie bd dzieli? Podrobili ziemi ywieck, posiekali gospodarki ju nie na hektary  na ary. Plon niewielki, gospodarstw duo i ludzi duo. Przecie tak dalej nie moe by  myl co wiatlejsi rolnicy.
Konia na hektarowym albo jeszcze mniejszym gospodarstwie trudno trzyma. Ale do pracy ko wszdzie potrzebny. I to jest druga powana troska. Aby zora hektar gruntu, trzeba zapaci koniarzowi dwie dniwki, da mu wyywienie i pasz dla zwierzcia. Wypada koszt okoo tysica zotych.
Zapytacie, co to znaczy koniarz. Koniarzami nazywaj w ywiecczynie posiadaczy koni. Wikszo chopw jest w tych okolicach bezkonna. Wikszo szuka pracy w przemyle, nie mogc utrzyma si z rolnictwa.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
